Fogbell



 
IndeksCalendarFAQSzukajGrupyUżytkownicyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Alejki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Amber Meadowes

avatar

Wiek : 19
Rasa : Wampir
Przynależność : Rada
Status : Zajęta
Liczba postów : 121

PisanieTemat: Alejki   Pią Mar 18, 2011 11:14 pm

W niedzielne popołudnie można spotkać tu większość mieszkańców Fogbell: rodziców z dziećmi, zakochane pary czule wpatrujące się sobie w oczy oraz starsze małżeństwa z laskami w ręku. W lecie park aż emanuje zielenią, a promienie słoneczne przebijają się przez korony drzew. W zimie ścieżki pokrywają się grubą pokrywą białego puchu, a na przechodniów spadają płatki śniegu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luke Ferro

avatar

Wiek : 150
Rasa : Wampir
Przynależność : Rada
Status : Wolny
Liczba postów : 28

PisanieTemat: Re: Alejki   Nie Maj 01, 2011 8:48 pm

Luke złakniony krwi wędrował między alejkami. Niestety jego poszukiwania na wsi, a właściwie w okolicach domostwa Whtie'ów nie odniosły oczekiwanego rezultatu. Węszył i węszył, w końcu gdy na coś trafił przeszkodziła mu w tym Amber. Sytuacja się skomplikowała i do tego wszystkiego niespodziewanie dołączyła Adurey.. Teraz głodny i jeszcze niedawno skarcony, szwendał się tu, tam szukając swojej ofiary. Cały czas myślał o sytuacji w sadzie. Doszedł do wniosku, że jeszcze dziś musiałby się zobaczyć z panną Adurey Meadows i naprawić mocno już zachwiane stosunki między nimi. Obecny stan nie pozwalał mu na to. Pożywienie się było teraz priorytetem w dalszych katuszach jakie gotowało mu co chwilę życie. W tym świecie wampiry nie mają lekko, te które stoją za Radą często bywają ofiarami demonów, stworzeń piekielnych nasyłanych przez Lucyfera. A właśnie..Lucyfer. Nie był to temat przyjemny dla Luke'a, rany po takich przeżyciach wolno się goją. Starał się o tym nie myśleć. Niestety codziennie chodził ze świadomością, że kiedyś dojdzie do konfrontacji między nim, a panem ciemności. Jedynym pocieszeniem było to, iż Rada może zapobiec dalszym okrucieństwom tego szaleńca.
W pewnej chwili urwał mu się wątek. Jak na razie szedł spokojnie patrząc przed siebie. O nogę zahaczył mu papier, a właściwie gazeta porywana przez wiatr - Fogbell Daily. Chwycił ją, po czym zatrzymał się. Stojąc w miejscu zerknął na czasopismo. Obracał strony i wreszcie zobaczył mały nagłówek o Adurey. No proszę, proszę... Zainteresowała go mała wzmianka o redaktorce, która była świadkiem kłótni między nim, a panną Meadowes. Oj, baba zalazła mu porządnie za skórę. Postanowił, że gdy tylko ją złapie to nogi z dupy pourywa, dosłownie. Niezbyt humanitarne rozwiązanie problemu, ale jakże efektowne i skuteczne. Tak czy siak Luke puścił gazetę, która pofrunęła dalej na wietrze. Doświadczał teraz pragnienia, które rozrywało go od środka, mówiło - Pożyw się! Nie było to przyjemne. Aktualnie wampir stał się bezduszną istotą, myślącym tylko o jednym...krwi.. W tę ciemną noc łatwo będzie bezszelestnie zabić jedną osobę, a może nawet dwie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gabriel de la Vega

avatar

Wiek : 600
Rasa : Wampir
Przynależność : Rada
Status : Wolny
Liczba postów : 6

PisanieTemat: Re: Alejki   Nie Maj 01, 2011 9:30 pm

Papieros w ustach Gabriela powoli dopalał się do niebezpiecznej granicy filtra lecz on zdawał się tego nie zauważać. Szedł wolno przed siebie, kopiąc co i rusz jakiś wpadający pod jego zabłocone buciory kamień. To w prawo to w lewo wiły się ścieżki, zachęcając przechodniów do niekończących się eskapad. Miał wolne. Pierwszy raz od dłuższego czasu był kompletnie sam i jeśli miałby przyznawać się przed samym sobą powoli, krok po kroku zaczynało mu to ciążyć. Nie był przyzwyczajony do takiego stanu rzeczy. Zawsze ale to zawsze gdzieś u jego boku pałętał się jakiś mało znaczący wampir któremu trzeba było pomóc, wyciągnąć go z opresji, nauczyć sztuki życia jeśli nie sztuki przetrwania. O dziwo teraz, tak nagle nawet dla samego Gabriela wszyscy porozłazili się po kontach jak jakieś wszy. Niezbyt miłym było to porównanie aczkolwiek bardzo obrazowym. Bo jakby inaczej mógł to opisać? było ich pełno a nagle gdy zamknął oczy i otworzył je drugi raz nie było już nikogo do kogo mógłby otworzyć usta. Komu mógłby opowiedzieć o tych wszystkich sprawach które kłębiły sie w jego podświadomości. Nawet wtedy gdy był jeszcze człowiekiem nie żalił się na własny los, dlaczego więc miałby robić to teraz? Owszem sześćset lat to szmat czasu przez który może odłożyć się w sercu nieumarłego masa sytuacji godnych opisania, multum historii które należałoby opowiedzieć. Tylko kto zechciałby go słuchać? Kto miałby w sobie tyle samozaparcia by wytrzymać ten Gabrysiowy monolog? Nieważne zresztą. Panicz wędrował więc dalej nieczuły na nadchodzący chłód. Gdzieś tam w dali do jego nozdrzy dochodziły intensywne przesiąknięte żywicą i rozgrzanym mchem zapachy które niemalże ubóstwiał. Kojarzyły mu się z domem, z pagórkami skąpanymi w zachodzie słońca z polanami gdzie beztrosko biegał razem z Marcusem będąc podlotkiem.
- Luke ?
Wszyscy się tu znali, zresztą czemu się dziwić będąc tutaj każdy musiał wiedzieć z kim ma do czynienia by przypadkiem nie wpaść w łapy jakiegoś żadnego krwi stwora. Psychopatyczne wampiry nie były przecież rzadkością. Stanął pośrodku lasu obserwując z ukosa młodzieńca. Widywał go czasami pod ich domem, wiedział tez jakie to uczucia nim miotają - kolacja? czy wieczorny spacer? - jedno z dwóch, sam tez z chęcią by zapolował ale miał tą ulotną świadomość, że w takie gęstwiny ludzie już dawno przestali się zapuszczać a króliki nie były tym co kochał najbardziej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luke Ferro

avatar

Wiek : 150
Rasa : Wampir
Przynależność : Rada
Status : Wolny
Liczba postów : 28

PisanieTemat: Re: Alejki   Nie Maj 01, 2011 11:10 pm

Samotność, była przykrą i bolesną sprawą. Nie dało się określić tego jako ulgę.. Mogło to spowodować różnorakie stany depresyjne i uczucie przygnębienia. Luke nie życzył by tego nawet najgorszemu wrogowi. Każdy musi czasem porozmawiać, czy nawet zamienić trzy słowa z inną osobą. Nie ma ludzi, czy innych pomiotów, które na dłuższą metę zniosłyby to. Ale nie w tej chwili było problemem wampira.. Odczuwał głód, wypalający go od środka. Jak najszybciej musiał zatopić w kimś swoje kły, wysączyć krew z czyjegoś ciała i pozbawić go jakiejkolwiek energii życiowej. Los krwiopijcy był podły i nie znany ludziom. Jedynym sposobem by zrozumieć tą osobę, było stanie się tym kimś czy czymś... Zakończenie takiego losu po nawet stu pięćdziesięciu latach byłoby ogromną ulgą. Niczym zdjęcie z siebie potwornego ciężaru, uwolnienie się z więzów. Luke próbował się uspokoić, by móc racjonalnie pomyśleć, ocenić sytuację i z niej wybrnąć. Po niezbyt długim czasie doszedł do wniosku, że miejski szpital ma duże zasoby krwi, na tyle dużo by zaspokoić armię głodnych wampirów. Już miał się tam udać gdy w oddali usłyszał kroki. Osoba powoli zbliżała się w jego kierunku. Gdy wyłoniła się z cienia, Luke ujrzał męską sylwetkę. Dało się wyczuć, że jegomość był wampirem, a gdy znalazł się jeszcze bliżej na widok ukazała się twarz Gabriela de la Vega. Był on opiekunem sióstr Meadowes, a także należał do grona osób, których wrogości nie chciał sobie zjednać Luke. Miał on nad młodzieńcem tyle lat przewagi, że ledwo dałoby się je zliczyć. Wzbudzał on szacunek u osób wysokiego pokroju. Gdy ozwał się, wampir obrócił ciało w jego kierunku. Ferro nie reagował na jego pytanie, ale odpowiedź była oczywista. Kolacja? Ujęcie w taki sposób pożywiania się przez taką osobę, zwłaszcza ludźmi było rzadkością. Jak wszyscy wiedzieli wampirzy członkowie Rady ograniczali się do zapasów miejskiego szpitala, z wyjątkiem Luke'a. Krwiopijca starał się nad sobą panować, co dobrze mu wychodziło. Nie chciał pokazać się z takiej strony..
- Ciebie co tu niesie? - powiedział to w sposób spokojny, prawie jak do przyjaciela. Nie dało się wyczuć w jego głosie pogardy czy poczucia wyższości. W tym momencie panicz Ferro, co rzadko się zdarzało, znał swoje miejsce w szeregu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gabriel de la Vega

avatar

Wiek : 600
Rasa : Wampir
Przynależność : Rada
Status : Wolny
Liczba postów : 6

PisanieTemat: Re: Alejki   Pon Maj 02, 2011 12:01 am

Co go tu niosło? dobre pytanie, teoretycznie miał wybrać się w całkiem inny punkt, ale jak to było w przypadku Gabriela, często na owym teoretyzowaniu się kończyło. Cóż po prawdzie nic go tutaj nie sprowadzało, bo co właściwie szanownego pana Ferro obchodził fakt, że nawet ktoś taki jak de la Vega ma swoje wampirze bolączki których nie potrafi rozwiązać. Zmarszczył brwi zerkając na niego podejrzliwie. Dystans dało wyczuć się nie tylko w powietrzu, drobne pojedyncze iskry trzaskały w przestrzeni między ich osobami. Tak o ile na początku Gab miał na uwadze nie wyróżnianie się i nie sprawianie wrażenia dumnego, ale teraz kiedy młodzian zaczął wpatrywać się w niego z nutką cynizmu poczuł, że włos mu się jeży wszędzie tam gdzie było to możliwe. Nigdy nie uważał się za kogoś ponad nich wszystkich, nigdy też nie dal nikomu do zrozumienia, że jest lepszym w tym czy w tamtym. On bezapelacyjnie we wszystkich pokładał dobra wiarę. Zdawać by sie mogło, że uroczy wampir pomylił rasy bo dużo bardziej spisałby się w roli anioła.
- oddycham świeżym powietrzem, wędruję, być może szukam czegoś czego zastać nie mogę we własnym domu? co za różnica co robi tak stary wampir po zmroku panie Ferro? mniemam, ze nasza eskapada ma różne cele - grzeczność biła od niego na kilometr, bo nawet gdy ktoś wytracał go z równowagi tak jak zrobił to w tym momencie Luke, Gabriel nie mógł się zmusić do zwierzęcego rozwiązania sytuacji. On był tym parszywym dżentelmenem wyrwanym z kart francuskich romansideł w których to chłopka zachwycona paniczem popełnia samobójstwo w nadziei, że gdzieś tam w lepszym świecie połączą się ich dusze - korzystam ze sposobności samotności i wędruje bez większego celu szukając ukojenia duszy. Pozwoliłem sobie niestety na kilka słabszych dnia teraz moja podświadomość pokutuje za owy niecny czyn. Idę i myślę, nie przypuszczałem, że w owej wędrówce przyjdzie mi na kogoś wpaść, także jeśli taka twoja wola opuszczę Cię pozwalając Ci zachwycać się w pojedynkę tą cudną porą - ukłonił sie z lekka wykonując ten subtelny arystokratyczny dyg którego uczyła go matka gdy była jeszcze w pełni sił. Wciąż o tym pamiętał. kobiety pocałować w dłoń, mężczyzn poczęstować silnym uściskiem dłoni lub ukłonem jeśli chce sie im oddać szacunek - niech twoim wyborem będzie czy nasz spotkanie ma sens
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luke Ferro

avatar

Wiek : 150
Rasa : Wampir
Przynależność : Rada
Status : Wolny
Liczba postów : 28

PisanieTemat: Re: Alejki   Pon Maj 02, 2011 1:42 pm

To nie pierwszyzna.. Luke uważany był wobec znacznej większości osób za gnoja, który ma los innych w głębokim poważaniu. Niestety, ta większość nie wiedziała nawet jaki mógłby dla nich być, normalnie. Nawet w przypadku takiej osoby jak Gabriel de la Vega, wampir zachowywał się nieco irytująco. Nie było to w pewnym sensie jego winą. Umysł mówił nie, a wszystko inne tak. Pragnienie i głód nasilały się z każdą wolną chwilą. Czas jaki minął od ostatniego pożywiania się był bardzo długi. Luke czuł, że zaraz może stracić panowanie nad sobą, a wtedy byłoby naprawdę źle. Nie pozostało mu nic innego jak udać się do szpitala miejskiego i nieco pomyszkować w zapasach. Wpadł mu do głowy pomysł.. Może i Gabriel jest w pewnym rozumowaniu "nieskalany", ale każdy wampir potrzebuje się czasem posilić.
- Moglibyśmy przejść się do szpitala. W tym czasie mógłbyś mi coś powiedzieć, może o demonach. - osoba posiadająca tak rozległą wiedzę na pewno słyszała co nieco o tych czarcich pomiotach tworzonych przez Lucyfera. Prędzej czy później Luke miał zamiar wyeliminować pana ciemności, więc wiedza na temat słabości demonów była mu niezbędna. Powodem jego nienawiści do tych pomiotów była zemsta. Gdy miał jedynie trzy lata został pozbawiony matki, właśnie przez samego czarnego pana. Nie wiedział jaki miał w tym on cel. Niejednokrotnie zagłębiał swe domysły w tym temacie, niestety nic sensownego nie przychodziło mu do głowy. Tak czy siak, kiedyś sprawiedliwości stanie się zadość. Luke ruszył z miejsca i udał się w kierunku szpitala. Do tej decyzji nakłonił go brak ofiar ludzkich w około. Po prostu pustka.. Czemuż to? No nie wiadomo. Co jakiś czas obracał lekko głowę, by dostrzec czy de la Vega poszedł z nim.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Alejki   

Powrót do góry Go down
 
Alejki
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Fogbell :: Miasto :: Centrum miasta :: Park miejski-
Skocz do: